Zapiski ateisty o prawicowym skrzywieniu



Dolina Rospudy - w obronie autostrady
Gadu-Gadu



Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Ciekawostki | Dowcipasy | Wydarzenia | Życie codzienne
RSS
czwartek, 31 sierpnia 2006
Garść dowcipów (19)
Dom starców, dyskusja przy porannej herbatce:
- Wiecie, mam już tak słabe ręce, że ledwo trzymam tę filiżankę.
- Ja to mam tak słaby wzrok, że nawet nie widzę tej filiżanki.
- No, ja też. Nie wiem nawet, na kogo ostatnio zagłosowałem, nie widziałem nazwisk na tej karcie.
- Co? Mów głośniej!!!
- A ja to mam taki reumatyzm, że nawet nie mogę się do was obrócić.
- Ja to jestem ciśnieniowiec. Jak tylko wstanę, to tak mi się kręci w głowie, że nie mogę zrobić ani kroku.
- Ta? Ja to mogę, ale nigdy nie pamiętam, dokąd miałem iść.
- Ech, taka jest cena naszego podeszłego wieku.
- No, ale nie jest tak źle, panowie - przynajmniej mamy jeszcze wszyscy prawa jazdy.

Pijany facet po piątym piwie wychodzi do toalety. Jakieś 2 minuty po tym knajpa wstrząsa mrożący krew w żyłach krzyk dobywający się z kibelka. Za jakieś pięć minut znowu. W końcu barman nie wytrzymał i idzie sprawdzić, patrzy, siedzi tam ten facet, więc pyta go:
- Czemu się pan tak drze?
A facet:
- Panie, usiadłem na kibelku, zrobiłem, co trzeba, spuszczam wodę... i jak mnie coś nie ściśnie za jaja! Za chwilę znowu - ciągnę tę wajchę - i jak mnie nie ściśnie!
- Bo to nie kibel, idioto, tylko wiadro od mopa...

Podczas wykładu naukowego znany lekarz poruszył problem nieczytelnych recept. Wszyscy zgodzili się z nim, natomiast jeden słuchacz oświadczył, że nie ma powodu do narzekań.
- Gdy kiedyś otrzymałem receptę, to przez dwa lata okazywałem ją konduktorom w pociągach jako bilet. Pokazałem ją też policjantowi i uniknąłem mandatu, a ostatnio moja córka gra z tej recepty na fortepianie!

Jak wiadomo, służący w brytyjskim wojsku żołnierze Gurkha słyną z szaleńczej odwagi i wykonują wręcz nieprawdopodobne zadania. Pewnego razu oddział Gurkhów miał odprawę przed akcją - dowódca omawia sytuację:
- ...kiedy samolot znajdzie się tuż przed celem, będziemy skakać z wysokości ok. 200 metrów. Jakieś pytania?
Z ociąganiem, nieśmiało, jeden żołnierz podnosi dwa palce i pyta, czy jednak nie można by skakać z nieco mniejszej wysokości.
- Z mniejszej nie można, bo się spadochron nie otworzy - odpowiada dowódca.
- A, to będziemy skakać ze spadochronem? Dziękuję, nie mam więcej pytań.

Przychodzi Masza do biura i siada za biurko z bardzo smutną miną.
- Mój mąż jutro wyjeżdza na 2 miesiące. – mówi.
- Aaaa i dlatego masz taką smutną minę... – zagaduje koleżanka.
- A jakże... inaczej nie pojedzie...

Stary i młody Indianin uciekają przez prerię przed kowbojami, uciekają kilka dni. Wreszcie stary wojownik mówi do młodego:
- Musimy wejść na drzewo i przeczekać, aż pościg zgubi nasz ślad.
Weszli na drzewo i czekają... Jeden dzień, drugi, aż młody wojownik mówi:
- Wodzu, puśćmy się już.
- Nie możemy, bo nas zabiją, poczekajmy jeszcze trochę.
Za dwa dni:
- Wodzu, puśćmy się już.
- Nie, jeszcze nie możemy.
- No to chociaż konie puśćmy!

Nowy Jork, Central Park. Przy jednym z klombów stoi staruszek z wędką w dłoni, żyłka ze spławikiem zanurzona w kwiatkach. Widok dosyć osobliwy. Do staruszka podchodzi młody biznesmen i pyta, co ten robi. Staruszek odpowiada, że wędkuje. Zafrapowany starczą demencją - tak rozczulająco się objawiającą - młody człowiek zaprasza staruszka do kafei. Staruszek chętnie przystaje na propozycję i już po chwili siada wygodnie na kawiarnianej kanapie. Wywiązuje się rozmowa:
- Nie chciałbym nadużywać Pańskiej gościnności, ale czy mógłbym zamówić koniak?
- Jasne, kelner! Hennesy dla pana! I niech pan tu przyniesie humidor.
Staruszek wybiera sobie cygaro, zapala i pociąga koniaczek. Młodzian pyta, z żartobliwym przekąsem:
- No i jak tam dzisiejsze połowy?
- A dziękuję, bardzo dobrze. Pan jest czwarty.

W przedziale w pociągu naprzeciwko starszego pana siedzi ładniutka, młodziutka dziewczyna w mini spódniczce. Mężczyzna zerka i zerka na jej nogi, w końcu mówi:
- Czy byłaby pani tak łaskawa i zakryła kolanka? I pani będzie cieplej, i ja drżeć przestanę...

W kościele pastor nawołuje do składania ofiar na remont świątyni. W pewnym momencie kawał tynku z sufitu spada wprost na głowę miejscowego bogacza. Ten wyskakuje do góry i mówi:
- To ja daję tysiąc dolarów.
W tym momencie urywa się kolejny kawał tynku i uderza go w ramię.
- Dam dwa tysiące.
W tym momencie spada kolejny kawał tynku.
- Dam pięć tysięcy.
W tym momencie nie wytrzymuje pastor:
- Uderz go jeszcze raz, Panie. Jeszcze raz.

Do kokpitu maszynisty metra moskiewskiego wchodzi facet z pistoletem.
- Do Kopenhagi!!! - wrzeszczy.
Maszynista ze spokojem w oczach sięga po mikrofon komunikacji wewnętrznej:
- Ostorożno, dwieri zakrywajetsa. Sliedujuszczaja stancija Kopienhagien.

Wykład z wychowania seksualnego. Temat "Seks w naszym życiu". Profesor:
- Wszystkich pozycji mamy 121!
Jakiś głos z sali:
- 122!!!
Profesor:
- Kto to powiedział???
Wstaje jakiś młody chłopak... Profesor:
- Proszę wyjść z sali!!!
Gdy chłopak wychodzi Profesor kontynuuje..
- Tak jak mówiłem mamy 121 pozycji. Pierwsza pozycja: kobieta na dole, mężczyzna na górze...
Nagle drzwi się otwierają... Wciska się głowa...
- A jak tak... to 123!!

Dwóch malców siedzi w piaskownicy i dyskutuje:
- Mój tata jest najszybszy na świecie!
- A wcale że nie!
- A wcale że tak! Jest urzędnikiem. Pracuje codziennie do piątej, a w domu jest piętnaście po czwartej.

Policjant zatrzymał samochód pędzący dużo powyżej limitu.
- Gdzie to tak się pan śpieszy? - zapytał.
- Na występ. Bardzo proszę, niech mnie pan puści, bo nie zdążę!
- A, pan artysta! Piosenkarz, aktor?
- Żongler.
- O, żongler! Panie kochany, ja uwielbiam żonglerkę, ale nie mam czasu chodzić na występy. Niech mi pan coś tu szybciutko zademonstruje, to pana puszczę.
Rad nierad, kierowca wyciągnął piłeczki i zaczął podrzucać. Tymczasem inny kierowca, który akurat przejeżdżał obok, otarł pot z czoła, wzdychając:
- Jak to dobrze, że to nie na mnie trafiło... Ja bym w życiu tego testu na trzeźwość nie przeszedł.

Dwaj bardzo leniwi bacowie poszli razem w góry paść owce, puścili stado samopas i poszli spać do szałasu. Śpią sobie, śpią, owieczki się porozłaziły, którąś z kolei zjadł wilk... A jeden z baców wyczuł nagle jakiś smród w szałasie, szturcha drugiego i mówi:
- Ej! szałas się nam pali!
- No...
- Hmm, ciekawe czy nas wyniosą??

Kolega, który bawi się we wdrapywanie po skałkach, opowiadał mi kiedyś historyjkę, jaką usłyszał kiedyś od swojego instruktora wspinaczki.
Dawno temu wybrali się na szkolenie z nocnej wspinaczki w górach. Wyglądało to tak, że ekipa kilkunastu gości wybrała się gdzieś w okolice Morskiego Oka celem wspinania się po górach. No ale jak to w każdym sporcie, szef ekipy wyciągnął flaszkę i zaproponował, coby się po jednym napili, żeby im się ta ściana (pionowa generalnie) troszeczkę położyła. Tak też uczynili. Ponieważ metoda ta zaczęła funkcjonować, panowie wyciągnęli następne flaszki i kładli tę ścianę jeszcze bardziej. Skończyło się po paru godzinach na kompletnej ubojni. Rano się budzą jeszcze wszyscy kompletnie nagrzmoceni i okazuje się, że nie mogą się doliczyć organizatora tego całego nocnego wspinania. Ponieważ nie mogli go namierzyć, ktoś doczłapał się do schroniska przy Morskim Oku i wezwał GOPR. I teraz opowiadanie goprowców: Zapierniczamy gazikiem, wyjeżdżamy zza zakrętu, a tam przed nami idzie facet na czworaka, bije haki w asfalt i asekuruje się liną!

Do rabina wbiega zapłakana Żydówka.
- Rabbi! Moje dziecko ciężko choruje!
- A co mu dolega?
- Biegunka.
- Odmawiaj psalmy!
Po dwóch dniach ta sama kobieta zjawia się komnacie rabinackiej. Tym razem dziecko trapi uporczywa obstrukcja.
- Odmawiaj psalmy. - radzi rabbi.
- Ależ rabbi! Przecież psalmy wywołują zaparcie!

- Co robi pobożny Żyd przed piciem herbaty?
- Otwiera usta.

Agent ubezpieczeniowy przez 2 godziny namawia Beniamina, żeby ubezpieczył mienie od ognia i kradzieży. W końcu nowy klient jest gotów podpisać umowę. Agent, podając mu druczek, zaznacza:
- Oczywiście, Towarzystwo nie pokrywa szkód powstałych wskutek celowego wzniecenia pożaru przez właściciela mieszkania.
Beniamin odkłada pióro i zwraca się do żony:
- Wiesz, Róża, ja od razu miałem przeczucie, że w tym interesie tkwi jakieś oszustwo!

Pewien kupiec znany był z tego, że nie płacił swoich długów. Któregoś dnia jeden z jego przyjaciół zastał go w czasie ubijania interesu, kiedy ten targował się zawzięcie o cenę ze swoim dostawcą. Przyjaciel wziął go na bok i pyta:
- Słuchaj Abraham, co ty tak się targujesz? Przecież i tak mu nie zapłacisz.
- Wiesz, on jest taki porządny chłop, to ja wolę, żeby on stracił mniejszą sumę.

Umarł Żyd. Notariusz odczytuje testament zmarłego:
Mojej ukochanej żonie Sarze, która towarzyszyła mi w doli i niedoli, zapisuję z mojego nieruchomego i ruchomego majątku wszystko, co jeszcze nie należy do niej, tj. moje kijki golfowe i tego Picassa z tyłu sklepu. Mojej ukochanej córce Malce, najlepszej dentystce w Stanach Zjednoczonych, zapisuję to czerwone ferrari i pięć milionów dolarów w gotówce. Mojemu ukochanemu synowi Mosze, najlepszemu prawnikowi w Stanach Zjednoczonych zapisuję czerwoną corvettę i pięć milionów dolarów w gotówce. Mojemu szwagrowi, Louisowi, ukochanemu bratu mojej żony, który nie przepracował ani jednego dnia w swoim życiu, lecz za to mieszkał i stołował się u mnie w domu przez wiele lat i który mimo wszystko nosił najlepsze ubrania, i który palił zawsze tylko najprzedniejsze cygara - MOJE, który wypomniał mi, że nie wspomnę go w swoim testamencie - HELLO LOUIS!

Pewien żyd przeczytał, że mężczyźni, którzy mają bardzo gęste brody są bardzo głupi. No a on miał właśnie taką gęstą, więc żeby nikt sobie o nim nie pomyślał, jaki to on jest głupi, postanowił sobie swoją wypalić (wiadomo, ortodoksom nie wolno ani ścinać, ani golić się). Oczywiście strasznie się przy tym poparzył, więc na marginesie książki dopisał: "sprawdzone i udowodnione".

Lekarz
Ostatnie dwa dni sierpnia były o tyle ważne dla Asi, że miała dwie wizyty u lekarzy. Pierwszą - u specjalisty dermatologa w Katowicach (wyprawa na pół dnia), druga dzisiaj u rehabilitanta. Wczoraj przed południem wyruszyliśmy do Katowic. OStatnią wizytę u specjalisty - dermatologa mieliśmy jakieś trzy tygodnie temu. I tamta wizyta była łatwa i przyjemna. W poczekalni spędziliśmy mniej niż dziesięć minut. A u pani doktor drugie tyle. Wtedy było o tyle śmiesznie, że żona wróciła się po woreczki na obuwie. Byliśmy wtedy na półpiętrze. I wymyśliłem sobie, że nie będę przecież stał na schodach z dzieckiem. Wszedłem na piętro (pod gabinet pani doktor), a później wszedłem do niego, ale bez żony! Co się biedna nalatała i naszukała. Pod koniec wizyty usłyszałem jej głos pod drzwiami. Co zrobilibyście na moim miejscu? Ja wyszedłem i poprosiłem ją by weszła. Obecna wizyta już taka nie była. I to nie tylko ze względu na to, że w trójkę czekaliśmy pod drzwiami gabinetu. Ale trwało to grubo ponad 90 minut! Już wiem czemu nie lubię kolejek. :) A co ze skórą Asi? Zdecydowana poprawa. I najprawdopodobniej przejdziej jej to samoistnie (oczywiście profilaktycznie stosujemy leki zapisane przez panią doktor).
A dzisiejsza wizyta u rehabilitanta była krótka. Rehabilitant zdziwił się, że Asia już raczkuje. Stwierdził, że Asia jest na etapie rozwoju dziwięciomiesięcznego dziecka! Z jednej strony jesteśmy dumni z tego faktu. Z drugiej natomiast zdajemy sobie sprawę z tego, że to może być niebezpieczne dla kręgosłupka Asi.
A od poniedziałku Asia idzie do żłobka. No dobra - będzie u swojej cioci zamiast w żłobku, ale to pierwsze zdanie fajnie brzmi. Nawet wspólna znajoma zadeklarowała się, że pożyczy Eli łóżeczko by Asia miała gdzie spać:) Jakby nie było innych, bardziej ciekawych rzeczy do robienia u cioci :)
wtorek, 29 sierpnia 2006
Postępy Asi i awaria samochodu
Asia już ładnie gaworzy. Robi przy tym niezwykle skupioną minę. Nie można już jej zostawić na chwilę samej. Od razu gdzieś pójdzie, a właściwie przeraczkuje. W łóżeczku za każdym razem odwraca się na brzuszek, a następnie podpierając się o szczebelki wstaje. Nie potrafi jednak przejść z pozycji stojącej do siedzącej. Dlatego też po dwu- trzyminutowym postoju zaczyna się denerwować. Trzeba do niej podejść i położyć. A wtedy Asia... odwraca się na brzuszek i opierając się o szczebelki staje. I tak w kółko Panie Macieju:) Asia czasem w nocy budzi się i przez godzinkę (do dwóch) nie może zasnąć. I wtedy dramat przeżywamy wszyscy:)
Samochód tuż przed moim przyjazdem zaczął się psuć. Uprosiłem Sławka W. by zajrzał do niego i ewentualnie naprawił go. Trzeba było zrobić dwie rzeczy: wymienić świece oraz wymienić uszczelkę pod świecami. Tą pierwszą rzecz zrobił od ręki wczoraj. Dzisiaj miał wymienić uszczelkę. Jednak z powodu deszczu nie naprawił nic... Mam nadzieję, że do piątku będzie ładna pogoda, a Sławek znajdzie chwilę czasu by naprawić samochód do końca.
sobota, 26 sierpnia 2006
Garść dowcipów (18)
Trzech Arabów siedzi sobie przy suto zakrapianej kolacji. Zaczynają przechwalać się o swoich rodzinach. Mówi pierwszy:
- Ja to mam fajnie, mam czterech synów, jeszcze jeden i będę miał pełna drużynę koszykówki.
- Ja to mam jeszcze fajniej - wtrąca się drugi - mam dziesięciu synów, jeszcze jeden i będę miał drużynę futbolową.
- Eee, to nic - przerywa trzeci - ja mam siedemnaście żon, jeszcze jedna i będę miał własne pole golfowe.

W środku nocy budzi się żona i patrzy, że koło niej nie ma męża więc zrywa się z łóżka i idzie go szukać. W łazience nie ma, w jadalni też dziada nie ma. Wchodzi więc do kuchni i patrzy a tam stoi mąż i moczy swoje przyrodzenie w szklance mleka i mówi:
- Pij mleko - będziesz wielki!

- Czy zostaniesz moją żoną? - Pyta się chłopak klęcząc przed wybranką serca.
- Nie wyjdę za ciebie. Mój przyszły mąż musi umieć dobrze gotować, prać, sprzątać, robić zakupy. patrzeć we mnie jak w tęczę, wypełniać wszystkie moje życzenia...
- Rozumiem, wycofuję propozycję. Pozwól jednak, że nim wstanę z klęczek, pomodlę się za tego biedaka.

Ochrzciwszy tubylca misjonarz poucza go:
- Zapamiętaj sobie, że nie nazywasz się już Tutu a Jonatan. Możesz mieć tylko jedną żonę, a w piątek nie wolno ci jeść mięsa, tylko rybę.
W najbliższy piątek misjonarz zastaje jednak Jonatana nad pieczenią z antylopy.
- Co ci powiedziałem przy chrzcie, Jonatanie? - pyta zawiedziony.
Tubylec na to:
- Tutu nie jeść wcale mięso. Tutu wziąć antylopa, wrzucić do woda i powiedzieć: Ty już nie antylopa, ty ryba. Tak jak Jonatan.

Farmer pochował żonę. Po kilku dniach proboszcz zachodzi do wdowca i zastaje go nad butelką whisky.
- Czy to pańska jedyna pociecha? - pyta duszpasterz z wyrzutem w głosie.
- Nie - broni się farmer. - W piwnicy mam jeszcze cztery.

Przychodzi facet do krawca i zamawia marynarkę. Ten go zmierzył i powiedział, żeby przyszedł za tydzień. Gość przychodzi, mierzy i mówi:
- Chyba lewe ramię krzywo uszyte...
- Ooo, to nic niech pan podniesie bark trochę do góry i będzie ok.
Gość podnosi bark, i rzeczywiście, leży dobrze
- Ale, na plecach szew nierówno leży...
- Proszę się trochę przekręcić w prawo i ... O! teraz dobrze.
- A rękaw? Za krótki trochę...
- Wystarczy lekko zdjąć rękę i będzie jak ulał.
Gość ubiera tę marynarkę, ustawił się tak jak krawiec kazał i poszedł w niej do domu. Idzie ulicą, i wtem słyszy dobiegający głos:
- Zobacz Zocha! Taka fajna marynarka, a taki paralityk w niej chodzi!

Jedzie facet z dziewczyną samochodem. Pyta ją, czy jeśli wdepnie do 100 km/h, to ona zdejmie ubranie? Kobieta zgodziła się i rozebrała. Kierowca za bardzo zapatrzył się na nią i samochód zjechał z drogi wprost na drzewo. Mężczyzna został uwięziony, kobieta wydostała się, ale nago. Jedyną dostępną częścią garderoby był but faceta. Więc kobieta wzięła but, przykryła nim łono i pobiegła po pomoc na pobliską stację paliw.
- Panowie, potrzebuję pomocy, mój chłopak jest uwięziony! - woła.
Na co zdziwiony pracownik odpowiada:
- Dobra kobieto, jeżeli aż tak głęboko utknął, to my nie damy rady go wyciągnąć.

Rolnik skarżył się lekarzowi, że nie może. Lekarz przepisał mu kropelki. Po piętnaście dziennie. Chłop pomyślał sobie: a co tam piętnaście, zażyję całość. I tak zrobił. Po jakimś czasie lekarz spotyka Jasia - syna rolnika.
- No i co tam słychać u was?
- Ano nic, ino matka ciągle chodzi okrakiem, siostra skądś zaciążyła, a koza, jak widzi tatę, to na d*pie siada.

Mąż udał się do lekarza po wyniki badań małżonki. Doktor mówi:
- Przeprowadziliśmy testy, ale wyniki się niestety pomieszały. Pańska małżonka ma albo chorobę Alzheimera, albo AIDS...
- Co mam na Boga teraz zrobić???
- Najlepiej będzie, jak weźmie pan żonę na wycieczkę, i zostawi ją daleko od domu. Jak wróci, to bym już z nią nie spał....

Jakosik tak było łońskiego roku co do Jędrka Ciaptaka Maślanicy, gazdy nad gazdami, o ftorym pedajom cob jest on sam najmądrzejszy na całym Murzasichlu zaseł roz Jasiek Curuś Pyzaty co to wicie -zgłupioł cołkiem na naukach w Krakowie i pedo mu tak:
- Pokfalony krzesnołojce. pytom wos piknie i zapytujem o rade bo mi sie cołkiem we łbie nie mieści cob ta kula ziemska nasa kaj ona to wisi, ze z nomi nikaj nie spadnie?
- Widzis Jasiek, ta ziemia to... łoparta jest na trzech wielgich baranach co ich świot nigdy nie widzioł, takie wielgie som...
- Aaa...juźci ze moze tak i być... ale te barany to przeca na cemsik musom stać coby sie z tom kulom ziemskom nie urwały...
- Widzis Jasiek, co by ci tu pedzieć...o widzis. te barany to stojom na takiej łogromnej hali co świat nie widzioł taka je wielga.... Aaaaa...moze i to prowda, krzesny.
- Ale ta hala, to na cym ona stoi, co sie z tymi baranami i z tom ziemiom i z nomi nikaj nie urwie?...
- WIDZIS JASIEK, CO BY CI TU PEDZIEĆ... A TY JASIEK TO PRZYSEDŁEŚ TU PO RADE CY INO PO WP**RDÓL?

Ksiądz na religii pyta dzieci:
- Jakimi słowami Bóg ustanowił sakrament małżeństwa?
Uczeń bez wahania:
- "Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę", Księga Rodzaju 3,15

Pewien Urzędnik (bardzo pedantyczny) pisał do żony list:
”Droga Zosiu! Gdy będziesz czytała t w ó j list... Dlaczego piszę "twój list", a nie "mój list"? Bo jeślibyś przeczytała głośno: m ó j list, myślałabyś na pewno, że to t w ó j list. Piszę zatem "twój list", żebyś wiedziała, że to mój list..."

Historyjka z pewnej amerykańskiej uczelni. Otóż, jeden z profesorów miał do przeprowadzenia egzamin. Niestety zdających było ponad 250 osób, a on nie mógł dostać nikogo do pomocy przy pilnowaniu. Zdesperowany obmyślił plan. Przy takiej ilości studentów, prawie niemożliwe jest, żeby wszyscy się znali. Poprosił więc dobrego przyjaciela, aby przyszedł na ten egzamin i udawał, że ściąga. Przyjacielowi ten pomysł bardzo się spodobał, bo już czuł, że będzie niezły ubaw.
Tak więc nastał dzień egzaminu. 250 sztuk bydła na sali. Prowadzący zapowiedział, że każdy złapany na ściąganiu wylatuje z sali z niezaliczonym egzaminem, co studenci skwitowali śmiechem. Profesor chodzi po sali i ucisza, ale w koło wciąż szepty. W końcu zatrzymuje się przy swoim przyjacielu (który udawał, że ściąga) i na cały głos krzyczy:
- WYNOCHA MI STĄD!!!
Po czym chwyta jego pracę, drze na malusieńkie kawałki, rzuca przyjacielowi w twarz, chwyta go za rękę i szarpiąc wyrzuca z sali. Jego przyjaciel, żeby spotęgować terror sytuacji ma na twarzy pełne przerażenie i pierwsze objawy zawału. Drzwi zamykają się z trzaskiem, profesor odwraca się do piszących i unosi brwi. Wtedy 250 osób jak na komendę pochyla się nad swoją pracą i cichutko, niczym mnisi w klasztorze przelewa wiedzę na papier...
Dobrze mieć przyjaciół...

Płynie sobie Wania ekskluzywnym statkiem poprzez Ocen ..pogoda fantastyczna, słoneczko świeci wysoko przyjemny wiaterek...żyć nie umierać... A Wania w kajucie trzeci dzień siedzi i w ogóle nie wychodzi... . Sąsiad Wani z kajuty zaniepokojony pyta:
- Ty! Wania! A co ty tak już trzeci dzień siedzisz zamknięty co? Chodź wyjdziemy na pokład, pochodzimy sobie...
- Nie... nie ma mowy boję się!
- Co?
- No ..boje się.. Ty nic Maniuszka nie rozumiesz.. Jadę ja do babci do Stanów. Jechałem już pociągiem, ale się wykoleił, jakimś cudem tylko ja jeden przy życiu zostałem... Leciałem później samolotem.. poszedłem odlać się i co? I co? Wypadłem!.. jakimś cudem tylko ja jeden przy życiu zostałem... a teraz płynę sobie statkiem.. może i dopłynę.. Daj Boże..
Nagle z megafonu słychać komunikat kapitana:
"Uwaga podróżni nasz statek tonie! Teraz wszyscy dostaną nadmuchiwaną łódkę i gwizdek do odstraszania rekinów"
Na co Wania :
- Ot i się kur**a znowu zaczęło... albo gwizdek będzie połamany albo rekin głuchy!!!

Stany Zjednoczone, skazaniec ma być stracony na krześle elektrycznym. Już go umocowano, podłączono, do pomieszczenia wchodzi kat (ten od włącznika), przed zamknięciem drzwi mówi:
- Za chwilkę wracam...
Ale nie ma go piętnaście minut, pół godziny, trzy kwadranse... Po godzinie wychodzi, zmordowany, umorusany, okopcony i mówi:
- Cholera jasna, że też akurat musieli prąd wyłączyć! Dobrze, że miałem zapałki...

Rosja. Wchodzi nauczycielka na mocnym kacu do klasy.. do trzecioklasistów i mówi:
- Dz-dzień dobry dz-dzieci
- Dzień dobry Tamaro Iwanowa - odpowiadają dzieci
- A-aaa co to dz-dz-dziś za l-lekcja?
- Matematyka Tamaro Iwanowa!!!
- No dobra.. to b-b-będziecie rozwiązywać zadanie P-piszcie! "Dwie eleganckie, inteligentne kobiety kupiły dwie butelki wódki.. Pytanie brzmi -Po jakiego ch*ja im jeszcze butelka wina???

Rycerz niezwykły, mężny o wdzięcznym imieniu Ilja walczy ze smokiem ziejącym ogniem.. a ogień istna gorączka... pali i dusi...odrąbał jedną głowę... drugą, ale trzeciej nie może w żaden sposób... męczy się i męczy. Nagle podbiega do niego śliczniutka królewna, która stała nieopodal i się przyglądała wyczynom oblubieńca....i mówi:
- Masz tu Ilja Panadol... on ci pomoże... od głowy i od gorączki!

Do sklepu w USA wchodzi Polak i pokazuje:
- Poproszę:
żółtą - pokazał palcami skośne oczy
skórzaną - naciągnął skórę na policzkach
torbę - chwycił się ręką za krocze

Podczas mszy zbiórka na tacę. Jedna z kobiet wyjmuje z portfela złotówkę oraz banknot 10 zł i rzuca na tacę monetę.
- Dlaczego pani nie dała dziesięciu złotych?
- Bo idę dziś do fryzjera i muszę mu zapłacić.
- Ależ pani nie musi iść do fryzjera!
- A ksiądz nie musi jeździć mercedesem!

Ogłoszenie w gablotce pracowniczej:
"Prosimy tych pracowników, którzy chcą wziąć udział w pogrzebach swoich krewnych, by informowali o tym przełożonych najpóźniej dwa dni przed meczem"

Klient, pieniąc sie z wsciekłosci, wpada do sklepu:
- Co za amteriał mi pan sprzedał ? Krawiec powiada ze to najgorsza tandeta!
- Co tu gadać? - uspokaja kupiec - Pan jest po prostu szczęściarzem. Pan ma tylko 3 metry tej tandety a ja pełen magazyn..

Rabbi Herszl z Ostropola wstępuje zimowego wieczoru do domu jednego z kantorów synagogi. Zmarznięty wskutek przenikliwego zimna panującego na zewnątrz z wdzięcznością przyjmuje szklankę gorącej herbaty. Pijąc, patrzy na młodego kantora. Twarz nie wydała mu się zbyt piękna, a sądząc po mieszkaniu, nie był też bogaty. Po chwili kieruje do niego podziękowanie w postaci błogosławieństwa:
- Niech Bóg obdarzy twoją narzeczoną trzema cnotami: niech będzie piękna, bogata i szalona.
- Ale dlaczego miałaby być szalona? - pyta zdziwiony chłopak.
- Jeśli ona będzie piękna i bogata - odpowiada Herszl - to ona musi być szalona, jeśli zdecyduje się wyjść za ciebie.

Mosze pyta Icka:
-Ty skąd masz taki piękny zegarek?
-To od mojego Tate, on mi go na łożu śmierci odsprzedał...

Bardzo biedny Icek ze wsi pod Lubartowem miał się żenić za pół roku i z narzeczoną uradzili, że dobrze byłoby mieć bogatego drużbę (bo to i prezenty drogie i jakie poważanie wśród sąsiadów). Icek przypomniał sobie, że ma dalekiego krewnego, Mosze w Warszawie, który ma własny zakład krawiecki i spełnia wszystkie powyższe kryteria. Pojechał więc do stolicy, odnalazł krewniaka, z drżącymi nogami wchodzi do jego mieszkania i oniemiał... Piękne meble na wysoki połysk, parkiety, dywany na podłogach i ścianach, pod oknem salonu olbrzymia 2,5 metrowa palma - słowem coś cudownego. Przedstawia swoją prośbę Moszemu a ten odpowiada :
- Widzisz Icek, wprawdzie jesteśmy rodziną, ale ty jesteś taki gołodupiec, że mi wstyd byłoby być u ciebie za drużbę, a już moja Salcia w żadnym razie nie pojechałaby na tą twoją zapchloną wiochę bo ona jest teraz wielka pani i z byle kim się nie zadaje. Przykro mi ale ty się napij u mnie herbaty i zjeżdżaj zanim Salcia wróci z zakupów.
Tak powiedział i poszedł do kuchni robić tę herbatę. Icek, ze zdenerwowania dostał takiej sraczki, że ledwo może ją utrzymać, rozgląda się wkoło wpada do przedpokoju, otwiera jakieś drzwi patrzy a tam glazury, terakoty, jakieś białe siedzenia, olbrzymia biała miska z kranem... K**wa, myśli Icek tu nie można, wpada znowu do salonu, popłoch w oczach... jest palma - zerżnął się do donicy, zasypał ziemią i nie czekając już na herbatę wybiegł od krewniaka i wrócił do domu. Po miesiącu otrzymuje telegram od Moszego : Icek ch*j ci w d*pę, zostanę twoim drużbą, tylko powiedz gdzieś ty nasrał, bo my już trzecie mieszkanie zmieniamy.

Rabina Jakuba z Dubna zapraszano często do różnych miast dla wygłaszania kazań. Kazania te wsławiły go w całej wschodniej Europie. wszędzie witano go entuzjastycznie i okazywano wiele szacunku dla jego mądrości i pięknych kazań. Woźnica, z którym jeździł rabin, był pod dużym wrażeniem honorów, jakie czyniono jego pryncypałowi, i zazdrościł mu ich szczerze. W czasie kolejnego etapu podróży woźnica odwrócił się do rabina i mówi:
- Rebe, podziwiam cię, ale też bardzo ci zazdroszczę. Wszędzie, gdzie przyjeżdżamy ludzie przyjmują cię jak cesarza. Rebe, mam do ciebie wielką prośbę. Chciałbym choć raz doświadczyć takich honorów. Pozwól mi przebrać się w twoje szaty i w mieście, do którego dojeżdżamy, uchodzić za słynnego kaznodzieję z Dubna!
Rabin uśmiechnął się :
- Dobrze, chętnie się z tobą zamienię, ale jest jeden kłopot.. widzisz spotykają mnie nie tylko honory.. zadają też mi bardzo trudne pytania co wtedy zrobisz?
- Jakoś dam radę - odpowiedział furman - pozwól mi tylko przebrać się za ciebie.
Rabin zgodził się. Zamienili się ubraniami, miejscami i tak wjechali do miasta. Żydzi fetowali niezwykle uroczyście. Wreszcie zaprowadzili go do jeszybotu i tam miejscowi talmudyści zadali rabinowi wielce skomplikowany problem filozoficzny do rozwiązania. Dubieński kaznodzieja stał opodal w przebraniu furmana, ciekawy jak sobie poradzi jego woźnica. A ten, jak gdyby nigdy nic, zrobił srogą minę i oświadczył:
- Co? Takie dziecinne pytania zadajecie słynnemu cadykowi z Dubna? Na takie pytania odpowiada mój woźnica. Furman! Chodźcie no tutaj!

Dawni znajomi
Wczoraj, zgodnie z planem byliśmy i w Castoramie" target="_blank">Castoramie. i w Makro. W tym drugim markecie spotkałem swojego dobrego znajomego ze studiów Łukasza S. Pracuje tam od dłuższego czasu. Po południu wybraliśmy się z żoną do Biedronki. Przy okazji zakupów chciałem kupić brakującą część kolekcji filmów Stanisława Barei w saloniku prasowym. I jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że salonik ten już nie istnieje od jakichś dwóch tygodni. Kolekcja zatem nie została uzupełniona. W Biedronce mieliśmy kupić tylko drożdże i coca-colę. Skończyło się na "grubszych" zakupach. Jak widać pójście z zamiarem kupienia tylko dwóch rzeczy może się skończyć poważnym wydatkiem:) No i w Biedronce spotkałem swojego znajomego z zamierzchłych czasów - Jarka - z liceum. Jest już po jednych studiach. Ma zamiar zacząć następne, ale na razie tego nie robi z braku funduszy. Za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć jego nazwiska. Tak za mną chodzi ten problem, że aż zadzwoniłem do innego kolegi z liceum - Jabola. On też nie pamięta. Ale za to jakie nowiny do mnie dotarły! To, że Jabol jest żonaty i mieszka niedaleko od Witka S. to wiem już od dosyć dawna. Zresztą kilka miesięcy temu byliśmy na wspólnej "popijawie". To, że Jabol od zawsze pracuje w ochronie też nie jest żadną tajemnicą. Jego kareirę zawodową można streścić następująco: najpierw pracował w banku w Rybniku, później na poczcie w Jastrzębiu. Poźniej znowu wraca do Rybnika, nie opuszczając jednak Poczty Polskiej:) No i wczoraj dowiedziałem się, że... znowu jest w wojsku. Tym razem z wyboru. Wstąpił do straży granicznej. I trafił na ośmiomiesięczne szkolenie. Dwa razy służba wojskowa! Jak dla mnie o dwa razy za dużo:)
Wczoraj też pierwszy raz od 18 dni zobaczyłem Asię. Już bez problemów odwraca się na brzuszek (z brzucha na plecy jakoś nie chce). Gdy znajdzie sobie jakąś wystarczająco dużą podpórkę to staje. Potrafi długo stać. I sprawia jej to dużo radości. Oprócz tego już raczkuje. Tylko siadać nie potrafi, ale jak się Asię posadzi to bez większych problemów siedzi.
czwartek, 24 sierpnia 2006
Makro i Castorama
Jutro jedziemy z Ojcem do Jastrzębia. Po drodze zahaczymy o Makro i Castoramę. W Makro będą tradycyjne zakupy, a w Castoramie obejrzymy oświetlenie do Osieka. Co prawda zamówiliśmy już w hurtowni w Tarnobrzegu, ale może uda się taniej kupić? A swoją drogą - Mamuśka przekonała się na własnej skórze jak to jest gdy przychodzi się do sklepu, mówi że chcę to i to a ekspedient odpowiada: "nie ma - będzie jutro". Niektóre leki w aptece sprzedajemy na tej zasadzie. Mamuśka już wie co pacjent czuje w takim momencie:)
Ciekaw jestem jak jutro będzie zamówienie wyglądało:) Jako, że mózgu tej operacji (czyli Ojca) nie będzie zamówienie będzie trzeba złożyć "ręcznie".
Dzisiaj Pan w kiosku chciał mi Rzeczpospolitą sprzedać. Jednak zaskoczyłem go, że przyszedłem tylko po Piłkę Nożną.:) Rzeczpospolitą kupiła już Iza :)
Księgarnia
W zeszłym tygodniu byłem w księgarni w Tarnobrzegu by zamowic książkę Stephena Kinga Mroczna wieża cz.1. Obiecali za tydzień. Chciałem dać zaliczkę, ale nie wzięli. Wydawało mi się, że są solidni. Jako, że w środę mijał tydzień poszedłem do księgarni. Pani stwierdziła, że beletrystyki to oni nie otrzymali w tym tygodniu. Same podręczniki. Mam przyjść za tydzień to MOŻE będzie. A ja ich olewam. Nie przyjedę ani za tydzień, ani za miesiąc, ani za rok. Mam ich gdzieś. najpierw obiecują, później olewają. Jak księgarnia Nelsonkowi, tak Nelsonek księgarni.
środa, 23 sierpnia 2006
Meble i trzy razy Rzeczpospolita
Polerowanie mebli papierem ściernym idzie jak krew z nosa. Do tego ten ból. No ale mam nadzieję, że efekt końcowy sprawi mi wielką radość.
Dzisiaj trzy razy latałem do kiosku po Rzeczpospolitą. Najpierw dla siebie, później dla szwagierki, a na końcu dla teściowej. Całe szczęście musieliśmy już jechać bo może musiałbym jeszcze kilka razy latać do kiosku. :) A czemu wszyscy tak "rzucali się" na tą gazetę? Bo dzisiaj była płyta z serialem Hotel Zacisze. Jutro druga płytka. I już wiem, że mam kupić trzy!
 
1 , 2 , 3