Zapiski ateisty o prawicowym skrzywieniu



Dolina Rospudy - w obronie autostrady
Gadu-Gadu



Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Ciekawostki | Dowcipasy | Wydarzenia | Życie codzienne
RSS
poniedziałek, 30 lipca 2007
I po debiucie!
Zgodnie z obietnicą zamieszczam opis (jednak bardzo skromny) wczorajszego wydarzenia jakim był debiut jastrzębskiej drużyny w drugiej lidze!
Przed meczem tradycyjnie wybrałem się na piwko do pobliskiego baru. Spotkałem tam starych znajomych i tak się zagadałem, że zapomniałbym pójść na mecz. Na szczęście w porę się zorientowałem, że to już ta godzina i wyruszyłem na stadion. Pierwsza niespodzianka przy bramie: przerażająco krótka kolejka! Na szczęście szybko okazało się, że to dzięki sprawnej obsłudze pań przy kasie.Druga niespodzianka to taka, że na trawiastą część trybuny nie da się wejść! Postawili tam jakiś śmieszny płot. Trzecia niespodzianka to kolejny płot: tym razem oddzielający obejście sektora gości od obejścia "naszych" sektorów. Szybko znaleźliśmy w miarę dobre miejsca i rozsiedliśmy się na nich. Mecz zaczął się od symbolicznej minuty ciszy ku czci ofiar zeszłotygodniowej tragedii we Francji. Co ciekawe symboliczna minuta trwa mniej niż dziesięć normalnych sekund. Rozumiem, że w przyszłym tygodniu minuta ciszy z okazji zabitych na polskich drogach w mionionym tygodniu. Statystycznie rzecz ujmując czcilibyśmy około setkę ofiar. Na dobre się nie rozsiedliśmy a Jastrzębie przegrywało. Na początku piątej minuty pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się napastnik gości. Przegrywaliśmy z dosyć słabym, jak na drugoligowe warunki, przeciwnikiem. Wychodziło na to, że jesteśmy jeszcze słabsi. Na szczęście to tylko teoria bo stracony gol podziałał na naszych mobilizująco. Przed przerwą doprowadziliśmy do wyrównania. W drugiej połowie całkowicie kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku. Swoją przewagę udokumentowaliśmy dwoma golami. Ostatni gol był szczególnej urody. Kapitalnym strzałem, z około trzydziestu metrów, popisał się Witold "Gitara" Wawrzyczek.

Po meczu kibice w spokoju rozeszli się do domów. Dobrze, że w dobrych nastrojach. W przyszłym tygodniu czeka nas wizyta trudnego rywala: Polonii Warszawa.

GKS Jastrzębie – ŁKS Łomża 3-1 (1-1)
0:1 Piotr Petasz 4'
1:1 Janusz Wrześniak 35'
2:1 Marcin Narwojsz 51'
3:1 Witold Wawrzyczek 90'
Żółte kartki: Grabczyński - Galiński, Łuba.
Sędzia: Piotr Siedlecki (Warszawa).
GKS Jastrzębie: Piotr Paś - Bartosz Woźniak, Bartłomiej Grabczyński, Artur Jędrzejczyk, Janusz Wrześniak, Witold Wawrzyczek, Tomasz Foszmańczyk (73 Michał Chrabąszcz), Mariusz Adaszek, Maciej Małkowski (65 Wojciech Sałek), Marcin Narwojsz (83 Sebastian Wojciechowski), Robert Żbikowski.
ŁKS Łomża Kamil Ulman - Paweł Galiński, Grzegorz Lewandowski, Piotr Petasz, Paweł Sędrowski: (59 Paweł Jurgielewicz), Tomasz Łuba (82 Mariusz Siara), Łukasz Adamski, Mariusz Boguszewski, Przemysław Mądry (59 Michał Bała), Damian Świerblewski, Tomasz Bzdęga.

A za chwilę jadę z rodziną do Gdańska. Tam już czeka na nas Supaari: jeden z forumowych znajomych. Podobno lubi grać w scrabble. Ciekawe czy w rozbierane! :P

niedziela, 29 lipca 2007
Rowerem po Jastrzębiu
Wybrałem się dzisiaj an pżejażdżkę rowerową z żoną i córeczką. Nie dość, że ścieżek rowerowych jak na lekarstwo to jeszcze, na skrzyżowaniach, oddzielają je od przejeżdżanej ulicy zbyt wysokie krawężniki. Mnóstwo pieszych chodzi po tych ścieżkach mimo, że pół metra dalej mają do tego wyznaczony chodnik. Ale nie! Muszą, z sobie tylko znanych powodów, chodzić właśnie po ścieżce i basta. Z kolei przejeżdżając koło kościoła zauważyłem, że spora grupa kierowców zatarasowała chodnik i ścieżkę rowerową na całej szerokości. Okazało się, że akurat chodził jakiś pan i chlapał jakimś płynem po samochodach a siedzący w nich kierowcy włączali klakson. Nie jestem pewien, ale w kościele, panowie w czerni, chyba mówią że łamanie przepisów to grzech. Stawanie na chodniku i/lub ścieżce rowerowej bez pozostawienia odpowiedniej szerokości jest niezgodne z kodeksem drogowym. Szkoda, że właśnie w tym momencie pan w czerni nie przypomniał o tym bezmyślnym kierowcom...

Prżejażdżkę uważam jednak za udaną. A dzisiaj WIELKI DZIEŃ!

sobota, 28 lipca 2007
Druga liga!
Pamiętam jak w 1990 roku GKS Jastrzębie spadało do 3 ligi. Wtedy wydawało się wszystkim jastrzębskim kibicom, że banicja będzie krótka. W 1991 roku przystępowaliśmy do baraży z Moto-Jelczem Olawa pełni nadziei. Nic z tego nie wyszło, a przez następne 11 lat GKS Jastrzębie grało w 3 lidze. Później stała się rzecz straszna dla kibica: spadek do 4 ligi. W drugim czwartoligowym sezonie Jastrzęba nastąpił moment przelomowy. Awansowaliśmy do 3 ligi i niespodziewanie, niemal od razu, staliśmy się faworytami do awansu do zaplecza ekstraklasy. W zeszłym sezonie mieliśmy pecha: zajęliśmy 3 miejsce tuż za Odrą Opole (gorszy bilans bezpośrednich meczów). Drugoligowe marzenia znów trzeba bylo odłożyć. Na szczęście tylko na rok. Właśnie jutro nastąpi wydarzenie na które czekałem 17 lat! Jastrzębie rozegra drugoligowy mecz. Przeciwnikiem będzie ŁKS Łomża. Serdecznie wszystkich zapraszam na godzinę 1800 na stadion przy ulicy Harcerskiej.

Będzie się dzialo!

piątek, 27 lipca 2007
Platynowa myśl genitalnego Nelsonka
Przypomniałem ją sobie podczas "gadulcowej" pogawędki.

Znajoma przychodzi do pracy mocno zdenerwowana. Mówi:
Znajoma: Nie podchodź do mnie. Jestem zła na samców. Wszystko przez mojego męża
Ja: ...
Z: Faceci to świnie
J: ...
Z: Mąż ze mną nie gada, ja z nim nie gadam. Już dłużej nie wytrzymam. Co robić gdy wrócę do domu?
J wygłaszając jedną ze swoich platynowych myśli: Pogódzcie się. Zobaczysz, że zadziała.

Zadziałało... Prawda, że jestem genitalny?
:)

czwartek, 26 lipca 2007
W aptece: wnuczek
Dzisiaj do apteki przyszedł wnuk tego pana, który nazwał mnie oszustem. Podałem mu pzypisany lek, skasowałem i powiedziałem: "proszę przekazać moje pozdrowienia dla pańskiego pańskiego dziadka". Odnoszę wrażenie, że ten pan postąpi tak jak mówił. Czyli, że już tu więcej nie przyjdzie. Ale z zupełnie innego powodu. Przyznam szczerze, że na jego miejscu też paliłbym się ze wstydu.
wtorek, 24 lipca 2007
W aptece: upierdliwi pacjenci
Ja to mam pecha. Zawsze pracuję na drugą zmianę. Czasem tylko koleżanka chce się zamienić. Zawsze się zgadzam. Tak i było tym razem. Przychodzę rano do pracy. Dostawca z towarem zawsze przyjeżdża max o 830. A dzisiaj w ogóle nie dojechał. Towar dotarł, przez pośrednika, koło 1100. Mnóstwo pacjentów wkurzało się. Ale czemu tu się dziwić? Niektórzy krzyczeli, inni wyzywali, a jeszcze inni ze zrozumieniem kiwali głowami. Była za to jedna pani, która za nic w świecie nie mogła zrozumieć o co chodzi:
poniedziałek, 23 lipca 2007
Żałoba narodowa - po co to komu?

w IIRP
1935 - po śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego.
w czasie IIWŚ
1944 - po upadku powstania warszawskiego
w PRL:
1953 - po śmierci Stalina
1956 - po śmierci Bieruta
1964 - po śmierci Zawadzkiego (przewodniczącego Rady Państwa)
W III RP (tutaj najbardziej pasuje moja teoria, o której nieco niżej):
1997 - dla uczczenia pamięci ofiar powodzi tysiąclecia (55 ofiar śmiertelnych).
2001 - zamachy na WTC i Pentagon (2752 ofiary).
2004 - zamachy w Madrycie (191 ofiar).
2005 - z "okazji" śmierci Karola Wojtyły.
2006 - dla uczczenia pamięci ofiar katastrofy budowlanej na Śląsku (65 ofiar).
2006 - ogłoszona dla uczczenia pamięci ofiar katastrofy górniczej w kopalni Halemba (23 ofiary).
2007 - dla uczczenia pamięci ofiar katastrofy autokarowej we francuskim Vizille (27 ofiar).

Moja teoria co do żałoby narodowej: prezydent (ktokolwiek nim jest) wprowadza żałobę narodową w przypadku gdy w jednym miejscu o jednym czasie ginie więcej niż 20 osób w medialnym wypadku/katastrofie, ewentualnie umrze bardzo znana osobistość. Bardzo często chodzi o Polaków, choć mogą zdarzyć się wyjątki: jeśli jakaś tragedia dotknie naszych nabliższych sojuszników. Choć od tego też są wyjątki: nie było żałoby w związku z zamachami w Londynie, a jak wiadomo Brytyjczycy są "lepszymi" sojusznikami niż Hiszpanie. A Amerykanom to już włazimy w dupę bez wazeliny. A to tylko po to by znieśli nam wizy. A ci mówią nam, że to wcale nie takie proste. Ale wracając do żałób narodowych: warto zwrócić uwagę, że w 20 wieku było ich dokładnie tyle samo jak w 21. A nasz wiek trwa dopiero siódmy rok! To są dopiero jaja na bekonie.
Kolejną rzeczą, która mnie bardzo dziwi w całej tragedii to fakt, że głowa państwa leci na miejsce tragedii. Po co? Chyba po to, żeby się pokazać przed kamerami i marnotrawić pieniądze podatników. Trochę obłudne. Nie sądzicie? Powtózę pytanie: czy głowa państwa leci w te pędy do największego wypadku w jakiś długi weekend? Czy rodziny ofiar wypadków na polskich drogach (którzy giną m.in. z powodu fatalnej jakości dróg) dostają od państwa sto dziesięć patyków pomocy? Czy w ogóle nie dostają złamanego patyka> Nawet akiego z lasu. W ogóle dlaczego akurat sto dziesięć? Nie wystarczy kupić trumnę?

A jak zachowują się media? To już prawdziwa cieczka. Szczytem obłudy było wczoraj pokazanie rozpaczającego i dziękującemu Bogu starszego pana, którego żona najpewniej przeżyła katastrofę. Po co to komu?

Powtarzam: niezmiernie współczuję ordzinom ofiar, ale władze i media stanowczo przesadzają.

niedziela, 22 lipca 2007
Święto Odrodzenia Polski
Pamięta ktoś?

Święto Odrodzenia Polski, czyli najważniejsze polskie święto narodowe w okresie Polski Ludowej, obchodzone co roku 22 lipca, na pamiątkę podpisania Manifestu PKWN w 1944 roku i odrodzenia Polski po II wojnie światowej.
Dzień 22 lipca ustanowiono świętem narodowym uchwałą Sejmu RP w dniu 22 lipca 1945, czyli rok po podpisaniu Manifestu PKWN. Święto zastępowało - obchodzone przed II wojną światową - Narodowe Święto Niepodległości obchodzone 11 listopada.
22 lipca obchodzono w całym okresie Polski Ludowej. Główne uroczystości odbywały się na placu Zwycięstwa (obecnie placu Piłsudskiego) w Warszawie bądź na Stadionie Dziesięciolecia. Święto to było dniem wolnym od pracy. Zostało zniesione ustawą Sejmu Kontraktowego z 6 kwietnia 1990 (weszła w życie 28 kwietnia); równocześnie przywrócono Święto Narodowe Trzeciego Maja.

 
1 , 2 , 3