Zapiski ateisty o prawicowym skrzywieniu



Dolina Rospudy - w obronie autostrady
Gadu-Gadu



Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Ciekawostki | Dowcipasy | Wydarzenia | Życie codzienne
RSS
środa, 21 czerwca 2006
Po honorowym zwycięstwie z Kostaryką...
W centrum Hanoweru wielki festyn, którego byłem uczestnikiem. Zabawa trwa nadal, ale musimy już wracać. Szkoda, że dla Polski to już koniec Mundialu...

Nelsonek
01:12, decitos
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 czerwca 2006
Już tylko o honor...
godz. 4:49
Wyruszyliśmy do Hanoweru. Mamy nadzieję, że prawdziwe okaże się przysłowie "do trzech razy sztuka". Szkoda, że to pożegnalny występ. JANAS MUSI ODEJŚĆ.

godz. 14:26
Znowu polskie TSUNAMI zalewa przybyszy zza oceanu. Tylko czy tym razem skutecznie i ostatecznie? HEJ POLSKA GOL, LALALALALA. Zabawa trwa :-)

Nelsonek
14:44, decitos
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 czerwca 2006
Sake czy rakija?
Oto dzisiejszy dylemat smakosza mocnych trunków w Norymberdze. Jako Europejczyk postawię jednak na rakiję :)
22:44, decitos
Link Komentarze (4) »
czwartek, 15 czerwca 2006
Horror bez szczęśliwego zakończenia...
W przerwie meczu Polska-Niemcy Nelsonek napisał:
"Jakże odmienne nastroje niż kilka dni temu w Gelsenkirchen! Do pełni szczęścia brakuje tylko gola dla Polski. Polska część widowni szaleje! Druga połowa nasza!"
Szkoda, że nasze życzenia się nie spełniły... Po meczu nadeszła kolejna wiadomość:
"Piękny mecz, cudowna atmosfera, szkoda tylko, że mieliśmy pecha. A tak niewiele brakowało... Ponoć niemieccy fani wywrócili metro. Ciekawe czy Polacy tam byli :-)"

P.S. Ciekawiej ogląda się mecze w TV mając świadomość, że gdzieś tam w tłumie Nelson zdziera gardło i jest naocznym świadkiem, bądź co bądź, tworzenia historii polskiej piłki nożnej :)
01:39, decitos
Link Komentarze (1) »
środa, 14 czerwca 2006
Po 32 latach znów mecz na wodzie?
Nad Dortmundem deszcz. Niebiosa swym płaczem zwiastują porażkę Niemiec. Przystadionowy parking świeci pustkami... Czyżby mecz przy pustych trybunach? :-)
POLSKA GOLA!

Nelsonek
10:46, decitos
Link Dodaj komentarz »
Nie ma czasu na sen...
Wstaje nowy dzień a wraz z nim może nadzieje polskich fanów. Wyruszamy w podróż po ZWYCIĘSTWO!

(Notka została nadesłana o godz. 4:18, stąd tytuł - przyp.decitos)
09:03, decitos
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 czerwca 2006
Nie tylko Niemcy oszaleli na punkcie mistrzostw
Decitos narzeka, ze moje relacje SMS nie sa najwyzszych lotow. Przede wszystkim brakuje w nich opisu otoczki mundialowej. W pelni rozumiem krytyke Decitosa. Chcialbym sie usprawiedliwic. Otoz relacje przy pomocy telefonu komorkowego maja powazne ograniczenie. Mozna zastosowac tylkok 160 znakow. I musze sie w tym limicie zmiescic, a moje zadanie na mistrzostwach nie polega tylko na pisaniu SMSow, ale na chlonieciu calej otoczki. Dlatego tez teraz nadrabiam zaleglosci poprzednich relacji.
Cala nasza wyprawa do Gelsenkirchen zaczela sie dzien wczesniej. Gospodarz mojego brata przyniosl nam mape Niemiec i szczegolowo wyjasnil dojazd. Poinstruowal nas nawet o tym, ktorym zjazdem z autostrady nalezy zjechac. Smialismy sie, ze nie powiedzial nam gdzie sa szalety na stadionie. No i nie wiemy gdzie jest wejscie na stadion. A podobno Niemcy sa pedantami :-) W podroz wyruszylismy w piatek o 5:30. Trzeba wiedziec, ze nasza baza wypadowa jest miasto-siedziba Siemensa, czyli Erlangen (20km na polnoc od Norymbergii). Plan byl opracowany niemal do ostatniego szczegolu. W Aschaffenburgu, zgodnie z planem tankowalismy gaz. Mielismy przygotowany atlas z zaznaczonymi lokalizacjami stacji. Nie spodziewalismy sie, ze wydawca atlasu moze opisac dojazd do siedziby firmy, a nie na stacje gazowo-benzynowa. Strcilismy grubo ponad godzine na poszukiwaniach. W koncu jednak udalo sie i zatankowalismy. Nastepnym punktem kontrolnym byla Kolonia, gdzie znajdowala sie nastepna stacja. Znalezlismy ja bez problemow. Dojezdzajac do Gelsenkirchen zauazylismy drogowskazy dla kibicow. Jako, ze mielismy bilety na niebieski sektor kierowalismy sie tam gdzie prowadzily niebieskie oznaczenia. Z tej okazji organizatorzy zafundowali nam wycieczke krajoznawcza. Objechalismy Gelsenkirchen dookola. W sumie jednak oplacalo sie. Momentalnie znalezlismy sie na parkingu. Kosztowal nas on 4,50 euro. Znalezlismy sie wsrod swoich. Bylem bardzo zadowolony, ze naszymi sasiadami sa krajanie. Przed meczem radosc z tego powodu zamienila sie w zdenerwowanie poniewaz ktos (na 100% Polacy) zniszczyli nam tylny zderzak. Ten incydent zepsul mi cala przedmeczowa radosc. Jednak nim to zauwazylismy wybralismy sie do centrum miasta w ktorym trwala zabawa. Glowny deptak miasta wygladal jak Krupowki. Nieco dalej gospodarze przygotowali scene na ktorej wystepowal jakis niemiecki spiewak. Zachecal wszystkich do tanca i wspolnej zabawy. Zdecydowalo sie na nia jednak zaledwie kilka par ekwadorskich i jedna(!) polska. Trzeba wiedziec, ze tego dnia Gelsenkirchen bylo bialo-czerwonym miastem. Bylismy rowniez swiadkami meczu w "halowa" pilke nozna. Bandami byly nadmuchiwane balony. Poobserwowalismy mecz Polska-Afryka. Zakonczyl sie on wynikiem 6-3. Odwiedzilismy rowniez kosciol. Odbywala sie w nim wystawa pt. "Pilka nozna i kosciol". Musze przyznac, ze dosyc ciekawy pomysl. W tym momencie zdecydowalismy sie na powrot pod stadion. Wsiedlismy do tramwaju wypelnionego kibicami. W przewadze byli POlacy. Pospiewalismy co nieco. Ekwadorczycy byli cicho. Na Arena AufVentlis weszlismy tuz po 16. Na wielkim telebimie trwala relacja z meczu otwarcia. Nie zobaczylem na zywo trzech pierwszych bramek tego mundialu. Polscy fani kibicowali Kostaryce. Podobno zawsze kibicuje sie slabszym. :-) Po dosyc efektownym zwyciestwie Niemcow spodziewalismy sie dobrej gry Polakow. Na nieco ponad godzine przed meczem nasi pilkarze wyszli na rozgrzewke. Zostali goraco powitani. Wtedy nikt z Polakow nie spodziewal sie, ze pilkarze odwdziecza sie... slabiutka gra. Bo tego co zaprezentowali na meczu nie warto nawet komentowac. Do poziomu polskich pilkarzy dostosowal sie sedzia, ktory nie radzil sobie z sytuacja na boisku. Mylil sie dosyc czesto, choc trzeba przyznac, ze w obie strony. Faktem jest, ze to nie sedzia, ze to nie plamy na Sloncu i ze to nie presja na pilkarzy przegraly mecz. Ten mecz przegralo jedenastu pilkarzy (ktorzy nie tworza druzyny). Zlosc i rozgoryczenie kibicow bylo spore, choc niektorzy (kibice) przesadzali. Juz w 8 minucie byli zdenerwowani, w 15 rozgoryczeni, a w 20 wkurwieni. Ci ludzie zdaje sie nie wiedza na czym polega kibicowanie. Nikt przeciez nie obiecywal, ze bedzie latwo. Nieprawdaz?
Miejmy nadzieje, ze prawdziwym okaze sie stwierdzenie, ze zlosc kibica trwa do nastepnego meczu. I mocno wierze w to, ze w srode nastapi cud w Dortmundzie. Wiem, ze to malo prawdopodobne jednak, jako kibic, nie zalamuje sie i mocno wierze w zwyciestwo naszych pilkarzy zwlaszcza, ze w niemiecka druzyna jest pod olbrzymia presja i na nich spada olbrzymia fala krytyki pomimo zwyciestwa nad Kostaryka.

Dwie i pol godziny po meczu znalezlismy sie na autostradowej stacji benzynowej gdzie spedzilismy noc. Na drugi dzien odwiedzilismy Bonn i Frankfurt gdzie odbywal sie mecz Anglia-Paragwaj. Mecz ten ogladalismy w barze wraz z angielskimi kibicami. Bylo spokojnie. Nie widzialem ani jednego zgrzytu, chociaz podobno niemiecka policja kogos zatrzymala.
Na dworcu kolejowym we Frankfurcie spotkalismy grupe kibicow z Angoli wybierajacych sie na wielkie angolskie party do Kolonii. Zdecydowalismy jednak, ze pojedziemy do naszej bazy wypadowej, by w niedziele odwiedzic Norymberge. Tak tez zrobilismy.
Norymberga w dniu meczu zamienila sie w jedna wielka dyskoteke iransko-meksykanska. POmyslowosc ludzka (zwlaszcza meksykanska) nie zna granic. Widzielismy samochod marki peugeot pomalowany zwykla farba w barwy meksykanskie. Zdjecie tego samochodu zamieszczam ponizej.

Przed przyjazdem do Norymbergii mielismy nadzieje, ze uda nam sie dostac bilety na mecz. Jednak zdobycie ich graniczylo z cudem. Na szczescie w poblizu stadionu odbywal sie fan fest z olbrzymim telebimimem. Kibice iranscy i meksykanscy mieszali sie ze soba. Trwala (jeszcze wspolna) zabawa. Pojedynki na spiewy, okrzyki. Czuc bylo atmosfere wielkiego pilkarskiego swieta, wspanialej zabawy. Czy kibice w Polsce na meczach ligowych nie mogliby sie tak bawic? Przeciez to takie piekne.
Stalismy w otoczeniu meksykanskich kibicow. Szal radosci wybuchal cztery razy. Po kazdej bramce i na zakonczenie meczu. Co sie pozniej dzialo nie sposob opisac slowami. Trzeba bylo tam byc i to widziec. Centrum Norymbergii opanowane zostalo przez Meksykanow bawiacych sie do samego rana. Nawet pojedynczy iranscy kibice, ktorzy byli mimowolnymi swiadkami fiesty, wydawali sie zadowoleni. Paru przylaczylo sie do zabawy. To sa wlasnie mistrzostwa kibicow. Tego nie sposob zobaczyc w telewizji. A mistrzostwa sa wielkim swietem fanow z calego swiata.

niedziela, 11 czerwca 2006
Humor powoli się poprawia...
Jesteśmy na latynoskiej fieście w Nürnberg. Wiejskie wesele to przy tym pikuś. W środę tak samo będą bawić się Polacy w Dortmundzie.

Nelsonek
21:01, decitos
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2