Zapiski ateisty o prawicowym skrzywieniu



Dolina Rospudy - w obronie autostrady
Gadu-Gadu



Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Ciekawostki | Dowcipasy | Wydarzenia | Życie codzienne
RSS
sobota, 31 marca 2007
Garść dowcipów (27)
Tak trochę weekendowo:

Podczas obrad Rady Miejskiej, podczas przemowy radnego X jeden z radnych co pewien czas głośno cmoka. Zniecierpliwieni sąsiedzi zwracają mu uwagę, że tak nie wypada. Na co cmokający odpowiada:
- Nie lubię pieprzenia bez całowania.

Mężczyzna spotyka w barze swoja byłą dziewczynę.
- Wiesz, kochałem się wczoraj z pewną piękną kobietą. Ale cały czas myślałem o tobie.
- Tak bardzo za mną tęsknisz?
- Nie, dzięki temu nie doszedłem zbyt szybko.

Nikitę Chruszczowa straszyły zwłoki Stalina i doszedł do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie się ich pozbyć... Zadzwoniło do prezydenta Kennedy'ego i spytał czy gotów byłby przyjąć ciało Kennedy jednak odparł, że nie chce w Stanach żadnego komunisty, czy to żywego czy martwego. Zasugerował jednak aby Chruszczow skontaktował się z premierem angielskim MacMillanem. MacMillan odpowiedział podobnie, chętnie by pomógł, ale miałby przez to wiele kłopotów, opozycja by go zjadła... i wskazał na de Gaulle'a: „on od czasu do czasu ci pomaga, a poza tym lubi drażnić się z Amerykanami...” De Gaulle tłumaczył się problemami wewnętrznymi i zewnętrznymi i odesłał Chruszczowa do Ben Guriona: „To przyzwoity facet, a poza tym u niego w kraju obowiązują najliberalniejsze przepisy imigracyjne, na pewno ci pomoże...” Chruszczow dzwoni więc do Ben Guriona, przedstawia swój problem i proponuje:
- Przywieziemy ciało w nocy, w całkowitej tajemnicy. Nie będzie z nim żadnych kłopotów.
Ben Gurion odpowiada:
- Och drobiazg, tak się cieszę, że możemy wam pomóc, przywieźcie go nawet w dzień, zajmiemy się nim jak należy. Przypominam tylko, że mój kraj ma największy na świecie odsetek zmartwychwstań...

Pewna stara dewotka, jak zwykle z samego rana (tak, żeby być przed Goździkową) pobiegła do kościoła. Klękając przed ołtarzem wyrwał jej się głośny pierd z gatunku „złośliwych”. Rozejrzała się szybko, ale na szczęście nie było jeszcze nikogo. Uspokojona, zaczęła myśleć o tym jak zawstydzi sąsiadki, które dzisiaj najwyraźniej zaspały, gdy po minucie spadł obok niej dużych rozmiarów zardzewiały gwóźdź. Spojrzała do góry i oniemiała. Pod sklepieniem, na wielkim umieszczonym tam krzyżu, Jezus jedną ręką zasłaniał sobie nos.

Ten kawał się raczej pokazuje a nie opowiada:
Dwie blondynki rozmawiają na ulicy, patrzą, idzie czarna:
- Wiesz co? Ja już mam dosyć bycia blondynką. Chciałabym mieć takie dłuugie, zgrabne nogi, takie kruczoczarne włosy i wiesz, takie fajne dużew tym momencie pokazuje jakie gestem "obejmującym" na piersi.
- Masz rację, ja też już mam dosyć, też chciałabym mieć takie dłuugie, zgrabne nogi, czarne jak węgiel włosy, ale ty wiesz co?. Nie wiem na cholerę ci takie krzywe palce!

Przed skokiem rozmawia dwóch spadochroniarzy,poczatkujący iinstruktor:
p: Powiedz mi Zdzisiu, kiedy stwierdziłeś, że nie marzysz o niczym innym oprócz skakania
i: Nie wiem....
p: Proszę, przypomnij sobie....
i: Chyba wtedy gdy zaczął się palić 3 silnik

Biskup Londynu - Graham Douglas Leonard - opowiadał historię o pewnym przechodzącym na emeryturę biskupie. Otóż bywał on na wielu pożegnalnych kolacjach i uroczystościach. Przemawiając na jednej z nich miał zamiar przytoczyć jakąś historię, ale zanim to uczynił, zwrócił się do reporterów lokalnej popołudniówki:
- Jak zapewne wiecie, będę jutro na kolacji tu i tu, a ponieważ chciałbym jeszcze raz wykorzystać tę historię, proszę, byście o niej nie wspominali w jutrzejszym wydaniu.
W rezultacie, w prasowej relacji, znalazła się następująca wzmianka:
W tym momencie swego wystąpienia biskup opowiedział historię, która nie może znaleźć się w druku

Anglik - dystyngowany staruszek - postanowił część swoich oszczędności wydać na pierwszą w swoim życiu wycieczkę do Australii. Po wylądowaniu siada naprzeciw oficera imigracyjnego, który prosi go o paszport, pyta o dane, cel wizyty itp. W końcu zadaje pytanie:
- Czy był pan kiedyś karany?
Staruszek, po chwili namysłu:
- Nie wiedziałem, że to wciąż jest wymóg...

Stoi sobie dziewczę u Bram Niebios i słyszy potworne wrzaski, aż jej ciarki przeszły po ciele. Pyta Św. Piotra:
- Co się tam dzieje?
-A to nowi aniołowie wydają takie dźwięki, bo wiercimy im na plecach duże dziury na skrzydła, no i w głowie mniejsze dziurki na aureolki.
- To mnie przeraża, chyba jednak wybiorę piekło.
- W piekle będziesz gwałcona, zmuszana o seksu...
- W porządku - do tego już mam dziury.

Pamiętacie awarię elektrowni (ze dwa – trzy lata temu)) w Stanach w wyniku czego (niemal) całe wschodnie wybrzeże pozbawione było prądu? Dowcip nawiązuje do tamtej sytuacji
Wiecie co się wydarzyło w 1850?
Kalifornia została stanem. Wtedy nie mieli prądu, pieniędzy, prawie każdy mówił po hiszpańsku. Zdarzały się strzelaniny na środku ulicy...
To prawie tak jak dzisiaj, tylko wtedy kobiety miały prawdziwe cycki...

Doktorowi Normanowi Peale, autor książki „Siła pozytywnego myślenia”, zadano w rozmowie jeden dotkliwy cios. Jakiś pijany młodzieniec zaczepił go kiedyś i z trudem wycedził:
- Chciałbym wiedzieć, jaka jest różnica między pozytywnym a negatywnym myśleniem.
Dr Peale zachował się bardzo uprzejmie:
- Chętnie odpowiem panu na to pytanie - powiedział - kiedy będzie pan trzeźwy.
- W tym cały problem - wymamrotał młodzieniec - Jak jestem trzeźwy, to mam to w dupie...

Od wieków trwa dyskusja nad wyjaśnieniem tajemniczego uśmiechu na twarzy słynnej Giocondy. Być może pewne światło rzuci na to znaleziony ostatnio pamiętnik jednego z Medyceuszy...:
28-X-1505
Odwiedziłem dzisiaj Leonarda w jego pracowni. Malował jakąś kobietę. Poprosił mnie o opinię na temat obrazu. Starałem się wyrazić to jak najprościej bo nie za bardzo się znam na warsztacie malarskim, ale największą trudność sprawiło mi jak dyskretnie zwrócić mu uwagę w obecności damy, że ma rozpięty rozporek.

Szwajcaria. Podczas międzynarodowej konferencji naukowej przed hotelem znaleziono ciało radzieckiego naukowca, który wypadł w nocy przez okno. Ponieważ podejrzenie padło na mieszkającego z denatem amerykańskiego naukowca, zostaje on poddany przesłuchaniu.
- Proszę opisać, co robiliście przez ostatnie 24 godziny.
- Wstaliśmy rano. Do drzwi zapukał boy hotelowy i zapytał, co zjemy na śniadanie. Ja - jak to u nas w zwyczaju - zamówiłem hamburgera i coca colę. a on - jak to u nich w zwyczaju - pół litra i śledzia. Gdy w południe zastukał boy i zapytał co zjemy. Ja - jak to u nas w zwyczaju - zamówiłem hamburgera i coca colę. a on jak to u nich w zwyczaju - pół litra i śledzia. Wieczorem, gdy zastukał boy, ja - jak to u nas w zwyczaju - zamówiłem hamburgera i coca colę, a on - jak to u nich w zwyczaju - pół litra i śledzia. Kiedy w środku nocy ktoś zastukał, ja - jak to u nas w zwyczaju - założyłem szlafrok i otworzyłem drzwi, a on - jak to u nich w zwyczaju - otworzył okno...

Mąż niespodziewanie wraca do domu. Żona chowa kochanka pod łóżko. W środku nocy budzi męża niespodziewany hałas pod łóżkiem.
- Szarik to ty?? - pyta z czułością opuszczając rękę pod łóżko.
- Tak - odpowiada Szarik liżąc rękę pana.

Dwóch amerykańskich pastorów podróżujących po Niemczech postanowiło pójść na nabożeństwo. Nie znając niemieckiego uznali, że najbezpieczniej będzie, jeśli będą robić to, co siedzący przed nimi dystyngowany pan. Podczas nabożeństwa pastor coś ogłosił i dystyngowany pan powstał z ławki. Obydwaj Amerykanie zerwali się na równe nogi budząc ogólną wesołość.
Po skończonym nabożeństwie przybysze odkryli, że pastor mówi po angielsku i zapytali go, co tak rozśmieszyło zgromadzonych.
- Zapowiadałem chrzest i poprosiłem ojca o powstanie...

Silbermann do lekarza:
- Panie doktorze, kiedy poruszam rękami, to cale ciało zaczyna mnie boleć. Zwłaszcza, kiedy podnoszę prawe ramię, a drugie jest opuszczone i wygięte do tylu, to pojawia się taki ból, że można zwariować.
- To, dlaczego uprawia pan tak intensywną gimnastykę?
- No, a jak mam pana zdaniem wkładać płaszcz?

Herszel niewielką wagę przywiązuje do modlitwy. Wymamrocze kilka błogosławieństw i znów niby mucha w ukropie uwija się po bóżnicy. Zgorszeni chasydzi upominają go, stawiając za wzór bogobojnego cadyka, ale kpiarz ma w pogotowiu usprawiedliwienie:
- Nasz rabbi ma sporo kłopotów, modląc się, musi myśleć o swoim dworze i stajni, o bliższej i dalszej rodzinie, o was, o całym naszym narodzie... A cóż ja?? Ja mam tylko jedną żonę, no i kota. A więc stanę w kąciku i westchnę: "Panie Boże! Żona-kot, Kot-Żona!" - i więcej interesów do Pana Boga już nie mam.

Jedną z najpopularniejszych postaci w miasteczku był swat. Co prawda małżeństwa zadecydowane są w niebiosach, ale swat musiał się nieraz nieźle nabiegać i nagadać, aby wola niebios mogła zostać zrealizowana. I tak pewien swat przekonywał młodego człowieka, że powinien się ożenić. Ten - nie będąc przekonany do ożenku - zapytał, do czego potrzebna mu jest żona. Swat odpowiedział:
- Jak to do czego potrzebna jest żona. Budzisz się pan z samego rana, a obok pana uśmiechnięta żona, śniadanie na stole, a na krześle uprane i wyprasowane ubranie. Wracasz po pracy do domu, a na stole ciepły obiad. Po poobiedniej drzemce małżonka przychodzi, siada obok i opowiada o wszystkim, co jej się przydarzyło w trakcie dnia. I mówi, mówi, mówi, mówi... Ojojoj! Żeby jej tak mowę odjęło!

Trzech Żydów z małego miasteczka wyjeżdża do Warszawy. Po ich powrocie ktoś doniósł rabinowi, że jadali w restauracjach niekoszernych i chodzili do domów publicznych. Rabin wezwał całą trójkę do siebie i za karę kazał im włożyć groch do butów i chodzić tak przez osiem dni. W kilka godzin później dwóch z nich utykając spotyka trzeciego, który porusza się swobodnie, jakby nigdy nic.
-Co, nie zrobiłeś tak, jak kazał rabin?
-Zrobiłem tak, ale rabin nic nie mówił, że ten groch nie może być ugotowany.

Znalezione na joemonster.

A na koniec coś dla zabawy:
Na początku musicie szybko naciskać klawisze prawo/lewo tak by strzalka w prawej górnej części doszła przynajmniej do czerwonej części. Nie muszę chyba dodawać, że im szybciej będziecie naciskać tym strzałka zajdzie dalej:)
Lądujemy (na końcu kanionu) spacją.

piątek, 30 marca 2007
Debrzechwizacja
Liga Polskich Rodzin niczym mnie już nie zaskoczy. Nie ma tygodnia, w którym nie pojawiłyby się nowe pomysły działaczy tej partii. Tym razem Liga chce zdebrzechwizować Polskę. Nie podobają się jej utwory Brzechwy. W jego utworach, wg działaczy LPR, nie ma bohaterstwa polskiego oręża, patriotyzm i wierności Kościołowi. W zamian, przez dziesięciolecia, poprzez wiersze Brzechwy sączono w umysły dzieci jad kompleksów i bezbożność. Wyszło szydło z worka! Ateiści są be! Tylko prokościelne, pronarodowościowe i antyateistyczne utwory można rozpowszechniać! Co z tego, że nie ma bohaterstwa polskiego oręża? Czy tylko Brzechwę czyta się dzieciom? W jakim duchu rodzice wychowują własne dzieci to ich prywatna sprawa. Dlaczego państwo, które jest neutralne światopoglądowo ma promować wyłącznie te instytucje, które są związane z Kościołem? To co? Ateistów, antyklerykałów, agnostyków, muzułmanaów, prawosławnych czy buddystów w Polsce nie ma? Ksiądz wbił im do głowy, że tylko Kościół jest cacy i należy go wychwalać. Nie wolno powiedzieć złego słowa, ba! nie wolno nie mówić o Kościele? Do tego dochodzi absurdalny zarzut wobec Pana Kleksa. "Ambroży Kleks jest człowiekiem niewiadomego pochodzenia, niewiadomej religii i niewiadomej profesji" mówią LPRowcy. Śmiem twierdzić, że nie chodzi o "niewiadomą religię", tylko o to, że nie jest katolikiem. Nie chodzi też o to, że jest niewiadomego pochodzenia. Chodzi o to, że nie jest Polakiem. No i wreszcie: nie chodzi o to, że jest niewiadomej profesji, ale o to, że nie jest księdzem! Tak! Nie wolno nikomu innemu poza polskim księdzem katolickim opowiadać bajek dzieciom! Ja proponowałbym jeszcze zdemickiewiczować kraj, bo co to za poeta, który swą epopeję zaczyna słowami: "Litwo! Ojczyzno moja!" - jest to niedopuszczalne. Mało tego: przedstawia problem księdza. Też tak przecież nie można! Księża nie mają przecież problemów moralnych! Oni od razu wiedzą co dobre, a co złe!
Liga szykuje detuwimacyzację...

Proponuję by oni sami siebie zakazali. Będzie to z pożytkiem dla wszystkich.

źródło

Od czasu do czasu będę powracał do tego tematu publikując jeden z wierszyków Brzechwy. Dzisiaj Leń

Leń
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
- O wypraszam to sobie!
- Jak to? Ja nic nie robię?
- A kto siedzina tapczanie?
- A kto zjadł pierwsze sniadanie?
- A kto dzisiaj pluł i łapał?
- A kto się w głowę podrapał?
- A kto dziś zgubił kalosze?
- O - o! Proszę!
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
- Przepraszam! A tranu nie piłem?
- A uszu dzisiaj nie myłem?
- A nie urwałem guzika?
- A nie pokazałem języka?
- A nie chodziłem się strzyc?
- To wszystko nazywa się nic?
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
Nie poszedł do szkoły, bo mu się nie chciało,
Nie odrobił lekcji, bo czasu miał za mało.
Nie zasznurował trzewików, bo nie miał ochoty,
Nie powiedział "dzień dobry", bo z tym za dużo roboty,
Nie napoił Azorka, bo za daleko jest woda,
Nie nakarmił kanarka, bo czasu mu było szkoda;
Miał zjeść kolację - tylko ustami mlasnął,
Miał położyć się spać - nie zdążył - zasnął.
Śniło mu się, że nad czymś ogromnie się trudził;
Tak zmęczył się tym snem, że się obudził.

środa, 28 marca 2007
Kompromis za kompromis
Marszałek Marek, znaczy Jurek zaproponował kompromis w rozwiązaniu "impasu konstytucyjnego" (tego o ochronie życia od momentu poczęcia). Miałby on polegać na tym, że zwolennicy aborcji zgadzają się na proponowany przez LPR zapis w ustawie zasadniczej, za to wszyscy zobowiązują się do niezmieniania ustawy aborcyjnej do końca kadencji obecnego prezydenta lub Sejmu (tutaj Marszałek dał możliwość wyboru). Ja zatem proponuję kompromis w sporze dotyczącym finansowania kościoła z pieniędzy publicznych. Polega on na tym, że kler i "ludzie kościoła" popierają restrykcyjny zapis w konstytucji i w ustawach niższych rangą zakazujący finansowania kościoa z kiesy publicznej, za to wszyscy zobowiązują się do nieskładania wniosków do prokuratury, w sprawie naruszenia tegoż przepisu, przez najbliższe 3 miesiące albo kwartały (tutaj ja daję możliwość wyboru). Co Pan na to Panie Marek, znaczy Jurek?
wtorek, 27 marca 2007
Obowiązek oddawania nerek
Obowiązek oddawania nerek proponuję wprowadzić. Dziwię się, że prolajfersi jeszcze nie manifestują w tej sprawie. Człowiek, który nie oddaje nerki czy płata wątroby do przeszczepu, powinien być karany dożywociem, za morderstwo. Przecież przez niego umiera inny człowiek. To bez sensu, żeby wymagać od kobiet użyczania swojego organu płodowi (pełnoprawnemu człowiekowi), a jednocześnie nie stawiać takiego wymogu wszystkim innym obywatelom. Nawet oddawanie krwi nie jest obowiązkowe! A przecież krew ratuje życie. Dlaczego nie karać dożywociem osób, które nie oddają krwi? Przecież oddanie krwi to moment, nic w porównaniu z wypożyczeniem całego swojego ciała na 9 miesięcy.

Autorem powyższej wypowiedzi jest Nessie-JP

poniedziałek, 26 marca 2007
Kwaśniewski czuje się podsłuchiwany
Te słowa eksprezydent wypowiedział na antenie TVN24. I w sumie nie dziwię mu się. Od czasu afery Rywina taśmy z podsłuchem/podglądem stały się codziennością. Już nawet nie można napić się wódeczki u znjomych bo później okaże się, że ten nagrywał wszystko. Ale na pytanie dziennikarki "Kto pana podsłuchuje?" Kwaśniewski odpowiedział bez namysłu "4 RP". No tak: przecież wszyscy wiedzą, że sympatia Gudzowatego do lewicy wynika z przywiązania biznesmena do PiS. Ciekawe kiedy dowiemy się, że Oleksy to tajny agent Kaczyńskich.
sobota, 24 marca 2007
Kiedy spółdzielnia mieszkaniowa zajrzy pod kołdrę?
Spółdzielnie mieszkaniowe starają się jak mogą podnieść swoje przychody. Za wywóz śmieci płaci się od ilości osób zamieszkałych (nie mylić z zameldowanymi) w lokalu. Summa summarum to logiczne. Jest spora grupa osób, które mieszkają ze sobą nie informując o tym spółdzielni. Wiadomo: zawsze to taniej. A jak spółdzielnie mieszkaniowe walczą z tym zjawiskiem? Na różne sposoby. Gazeta Wyborcza donosi, że jedna ze spółdzielni mieszkanoiwych rozesłała do swoich lokatorów ankietę. Na końcu tej ankiety jest informacja mówiąca o tym, że "należy być świadomym odpowiedzialności karnej wynikającej z artykułu 233 kodeksu karnego". A czego dotyczy ankieta? Są tam standartowe pytania o imię, nazwisko, adres, telefon. Jest też pytanie o stopień pokrewieństwa między zamieszkałymi osobami. Po co komu ta ostatnia informacja? Nie mam kompletnego pojęcia, niektózy mieszkańcy "pechowego" osiedla też nie. Wielu się buntuje, inni "tylko" dziwią się. Ja na miejscu mieszkańców nie wypełniłbym spornego punktu ankiety, ewentualnie napisałbym nieprawdę. I właśnie przed tego typu praktyką chciała zabezpieczyć się spółdzielnia strasząc ludzi kodeksem karnym. A co mówi ów artykuł? A tutaj niespodzianka. Przytaczam artykuł w całości, choć już pierwsze słowa wprawiają w zdumienie.

Art. 233.
§ 1.
Kto, składając zeznanie mające służyć za dowód w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2.
Warunkiem odpowiedzialności jest, aby przyjmujący zeznanie, działając w zakresie swoich uprawnień, uprzedził zeznającego o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznanie lub odebrał od niego przyrzeczenie.
§ 3.
Nie podlega karze, kto, nie wiedząc o prawie odmowy zeznania lub odpowiedzi na pytania, składa fałszywe zeznanie z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą jemu samemu lub jego najbliższym.
§ 4.
Kto, jako biegły, rzeczoznawca lub tłumacz, przedstawia fałszywą opinię lub tłumaczenie mające służyć za dowód w postępowaniu określonym w § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 5.
Sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia, jeżeli:
1) fałszywe zeznanie, opinia lub tłumaczenie dotyczy okoliczności nie mogących mieć wpływu na rozstrzygnięcie sprawy,
2) sprawca dobrowolnie sprostuje fałszywe zeznanie, opinię lub tłumaczenie, zanim nastąpi, chociażby nieprawomocne, rozstrzygnięcie sprawy.
§ 6.
Przepisy § 1-3 oraz 5 stosuje się odpowiednio do osoby, która składa fałszywe oświadczenie, jeżeli przepis ustawy przewiduje możliwość odebrania oświadczenia pod rygorem odpowiedzialności karnej.

Nie wiedziałem, że spółdzielnia mieszkaniowa to sąd! Spółdzielnia prowadzi jakieś postępowanie? Rzeczone ankiety są zeznaniami? Wg spółdzielni TAK! To doprawdy interesujące!
No dobra: ale po co w ogóle spółdzielnia zadała takie pyatnie? Jak tłumaczy przedstawiciel spółdzielni: "Mieszkania są często wynajmowane, a spokój przez osoby wynajmujące bywa zakłócany". No dobrze: rozumiem, że zakłócanie spokoju to poważny problem. Tylko czy do ukrócenia tego problemu istotna jest informacja o stopniu pokrewieństwa osób tam mieszkających? Niby w czym ta informacja pomaga? No i jeszcze jedno: kiedy spółdzielnie zaczną zaglądać lokatorom pod kołdrę, w celu ukrócenia niecnego procederu polegającego na głośnym uprawianiu seksu przy otwartym oknie w biały dzień?

Skandalicznie niski wyrok dla Otylii
Jak dla mnie to skandal by ktoś kto (nieumyślnie) zabił człowieka dostał tak mały wyrok. 9 miesięcy ograniczenia wolności? Toż to kpiny. Do tego jeszcze zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych przez rok. Powinno jej się odebrać prawo jazdy na co najmniej pięć lat (jeśli nie na dłużej). I nie ma tutaj nic do rzeczy, że Otylia Jędrzejczak rozsławia imię Polski na cały świat. Z wyroku sądu wynika jeden wniosek: jest przyzwolenie na to by znani i powszechnie lubiani ludzie stanowili zagrożenie na drodze. Z całym szacunkiem dla Otylii, ale na kierowce to ona się nie nadaje. Tylko czekć aż zabije następną osobę. Oczywiście nieumyślnie. I kto będzie temu współwinien? Jeśli nie wiecie to Wam powiem: nasz ukochany sąd!

Gdyby Otylka dopuściła się tego czynu na przykład w Stanach Zjednoczonych to nie byłoby wobec niej taryfy ulgowej. Ale w Polsce? Zaraz znajdują się rzesze ludzi, którzy twierdzą, że sama już śmierć brata jest wystarczającą karą. Rozumiem, że ci ludzie stosują tą samą logikę wobec wszystkich, a nie tylko wobec znanych ludzi.

EDIT
Ciężkim ciosem był dla dla Otylii Jędrzejczak wyrok sądu donosi największy polski portal internetowy. Biedna nie może przeżyć tego, że sąd uznał jej winę. Na co liczyła Otylia? Na uniewinnienie? A może na to, że sąd uzna ją za ofiarę? Ja rozumiem jej ból, ale to że ona jest winna to oczywiste. Nieprawidłowy manewr wyprzedzania czasem kończy się tragedią. I trzeba ponieść tego konsekwencje. Niech się dziewczyna cieszy, że została łagodnie potraktowana.

czwartek, 22 marca 2007
Obyło się bez tragedii :)
Dzisiaj pierwszy raz w życiu sam ekspediowałem w aptece. Kompletnie nit mi nie pomagał. Nie miał jak, bo nikogo nie było! I wiecie co? To nie takie straszne! Myślałem, że nie dam sobie rady - a tu proszę. Wyszedłem nawet na specjalistę, ale o tym cicho-sza, bo wyjdę na chwalipiętę!:-)
Jeśli ktoś myśli, że "sprzedawanie" leków to nic wielkiego niech sobie wyobrazi dwie różne (trochę abstrakcyjne) sytuacje. Pierwsza: Pracujesz w sklepie sożywczym, przychodzi klient i prosi o chleb razowy, a Ty sprzedałeś mu makaron. Czy prócz tego, że klient się wkurzył wyrządziłeś mu jakąś krzywdę? Żadnej! A teraz druga sytuacja: przychodzi klient do apteki i prosi o lek na obniżenie ciśnienia, a Ty wydałeś mu lek na podniesienie ciśnienia.
I co? A no to, że farmaceuta to cholernie odpowiedzialny zawód!

A co w Polsce piszczy? Politycy LPR znowu zaskakują. Zresztą to już nic nowego. O co tym razem chodzi oszołomom? Mianowicie ministerstwo edukacji będzie sprawdzać czy WOŚP nie wywiera presji na uczniów w szkołach. Ciekawe kiedy MEN zajmie się wywieraniem presji przez kościół katolicki. Jestem skłonny oba te projekty poprzeć. Znając jednak politykę Giertycha wątpię czy moja propozycja zostanie zaakceptowana. Kościół? Przecież on uczy jak żyć, a WOŚP? To źródło zła. Wiecie co oni za te pieniądze kupują?! Sprzęt do ratowania życia narodzonych dzieci! A co z embrionami!? A tak w ogóle to Owsiak jest gejem!

 
1 , 2 , 3